To co stało się już naganną normą w przypadku umów cywilno-prawnych – tj. zmuszanie pracownika do podpisywania drugiej umowy z firmą-córką, tak aby w ten sposób nie płacić mu za nadgodziny i wykorzystywać do pracy w czasie wolnym – powoli staje się obowiązującym trendem w przypadku umów o pracę. Dzisiejszy „Dziennik Gazeta Prawna", w oparciu o sprawozdanie Państwowej Inspekcji Pracy za 2010 rok, informuje, że skala tego zjawiska rośnie i coraz więcej firm zaczyna omijać przepisy Kodeksu Pracy. Proceder jest bardzo prosty. W przypadku śmieciowych umów cywilno-prawnych pracodawca informuje swojego pracownika (propozycja nie do odrzucenia), że ten będzie świadczył tą samą pracę,
w tym samym miejscu, ale dla innej firmy (najczęściej powiązanej finansowo i właścicielsko) z tym, że w jego czasie wolnym. Zjawisko to opisywałem wiele razy na przykładzie firm ochroniarskich, gdzie pracownik po skończeniu pracy w jednej firmie zmieniał tylko identyfikator z nazwą firmy i dalej kontynuował pracę w tym samym miejscu, na tym samym stanowisku tylko, że dla drugiej firmy.
W przypadku umów o pracę, gdzie obowiązują przepisy prawa pracy i trzeba stosować się do norm określających czas pracy, czy norm regulujących pracę w weekendy, jest trochę trudniej, ale jak pokazuje praktyka i to nie jest dla pracodawców przeszkodą. Pracownik świadczy pracę od poniedziałku do piątku w jednej firmie, a w weekendy pracuje w tym samym miejscu i czasie dla drugiej firmy, która zawarła z macierzystym zakładem pracy umowę o współpracy. Zdaniem PIP taka sytuacja jest zgodna z prawem, bo „formalnie nie dochodzi do naruszenia prawa, bo obaj pracodawcy formalnie zapewniają pracownikowi należny mu nieprzerwany odpoczynek dobowy (11 godz.) i tygodniowy (35 godz.). To, że w czasie wolnym z punktu widzenia jednego pracodawcy podwładny pracuje w drugiej firmie, nie ma dla niego znaczenia. Pracownicy sami przecież decydują o korzystaniu z czasu wolnego i samodzielnie podejmują dodatkowe zatrudnienie" („DGP"). Gazeta cytuje również wypowiedź radcy prawnego, który broni takiej sytuacji. „Przypadki takie nadal będą się zdarzały, dopóki podwójne zatrudnienie opłaca się nie tylko firmom, ale także pracownikom. Podwładni, którym etat nie zapewnia wystarczających dochodów, chcą w ten sposób dorobić, a pracodawcy wolą powierzyć dodatkową pracę sprawdzonym osobom, a nie pracownikom z zewnątrz firmy, którzy nie mają odpowiedniego doświadczenia. Podkreśla, że wielu pracowników poza etatem stara się także samodzielnie dorobić. Przytacza znany mu przykład firmy, która zaproponowała pracownikom zarabiającym niskie stawki dodatkową pracę w godzinach nadliczbowych. Podwładni odmówili, bo okazało się, że prawie każdy z nich po pracy wykonywał dodatkową działalność, najczęściej prowadził mały biznes".
Bardzo interesujący jest ten przykład niskopłatnych pracowników prowadzących własny biznes (szkoda, że nie podano nazwy firmy), ale nie o tym chciałem pisać. Problem moim zdaniem dotyczy samej dobrowolności pracy na dwóch etatach i społecznej odpowiedzialności pracodawców. Nie byłobyproblemu gdyby za wykonaną pracę pracownicy dostawali adekwatną do włożonego wysiłku wypłatę, a nie jałmużnę, która na opłacenie stale rosnących rachunków ledwo wystarcza i gdyby za pracę w godzinach nadliczbowych pracodawca płacił uczciwie, a nie szukał kruczków prawnych, by zapłacić tyle co w normalnym czasie pracy. Ponadto z tą dobrowolnością pracy u dwóch różnych pracodawców może być w przyszłości tak, jak w przypadku umów śmieciowych, że bardzo często jest to polecenie szefa, a nie świadomy wybór. Nie można prawnie sankcjonować 7-dziennego tygodnia pracy, tylko dlatego, że firmy chcą zaoszczędzić, jest jeszcze coś takiego jak społeczna odpowiedzialność biznesu i warto by pracodawcy o tym pamiętali.
Krzysztof Miśkiewicz
Źródło: Krzysztof Miskiewicz
Komentarze
Będziemy pracować 7 dni w tygodniu. Oczywiście dla naszego dobra...
Gardias: umowy cywilno-prawne dla pielęgniarek to umowy śmieciowe.
Dorota Gardias, przewodnicząca OZZPiP, zwraca uwagę na skutki wprowadzenia umów cywilno-prawnych dla pielęgniarek i położnych.
Przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych na antenie radia TOK FM powiedziała, że w pakiet ustaw zdrowotnych niesie ze sobą dużo niejasności i niebezpieczeństw na przyszłość. Zwróciła uwagę na „szeroki wachlarz możliwości wprowadzenia umów cywilno-prawnych dla grupy zawodowej pielęgniarek i położnych", które określiła jako "umowy śmieciowe”.
- Aby utrzymał się pracodawca i jego spółka przetrwała trochę dłużej, przynajmniej do następnych wyborów, zmniejszy on ilość pielęgniarek, a pielęgniarki, które pozostaną, będą obciążone większą liczbą godzin pracy. Już tak jest w spółkach, więc wiemy, co się będzie działo - pielęgniarki pracują od 200 do 300 godzin w miesiącu i to doprowadzi do tego, że zmęczona pielęgniarka może popełnić błąd - powiedziała Dorota Gardias.
Podkreśliła też, że umowy cywilno-prawne to „mniejsze w przyszłości emerytury oraz nie odprowadzany ZUS”.
- Pracodawcy na tym oszczędzą, nie będą mieli kosztów pracy. Przenosząc średnio dzisiejsze warunki i stawki wpłynie około 1,4 mld zł mniej w ciągu roku do ZUS, jeśli wszystkie pielęgniarki byłyby przeniesione na umowy cywilno-prawne - zaznaczyła.
Więcej: www.tok.fm
Źródło: Rynek Zdrowia.
http://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Gardias-umowy-cywilno-prawne-dla-pielegniarek-to-umowy-smieciowe,107113,1.html
Umowy na czas określony, a umowy na czas nieokreślony - z czym to się je?
Zgodnie z zapisami ustawy antykryzysowej do końca 2011 roku firmy nie mogą zatrudniać pracowników na umowach czasowych dłużej niż 2 lata. I tak jeśli w okresie od 22 sierpnia do 31 grudnia 2011 roku minie 2 lata od zatrudnienia pracownika na czas określony, to automatycznie jego umowa zmienia
się na umowę na czas nieokreślony. Niektóre interpretacje tych przepisów idą jeszcze dalej. Jeśli pracodawca zawarł umowę z pracownikiem po 22 sierpnia 2009 roku (czyli w już w czasie obowiązywania ustawy antykryzysowej) na czas określony, ale dłuższy niż 2 lata, to umowa ta już w dniu podpisania może być uznana za umowę na czas nieokreślony. Prawnicy są tu podzieleni, niektórzy przeciwnicy tej argumentacji zwracają uwagę, że to okres zatrudnienia
na podstawie umowy o pracę na czas określony rzeczywiście oddaje sens istnienia i określa stosunek pracy, a nie okres pracy zapisany w umowie. Ale idąc nawet tym tokiem rozumowania, nie trudno jest przewidzieć, że większość pracodawców, aby uniknąć sytuacji wiązania się z pracownikami na czas nieokreślony (zwolnienie takiego pracownika jest bardziej kosztowne niż na umowie na czas określony) jeszcze przed 22 sierpnia 2011 roku pozbędzie
się „problemu" wypowiadając umowy lub zmieniając ich charakter. Zwolnienie pracownika w takim przypadku i jego ponowne zatrudnienie na umowę na czas określony jest możliwe, ale tylko w przypadku 3-miesięcznej przerwy w zatrudnieniu. Możliwa też jest zmiana umowy o pracę na czas określony na umowę na czas wykonania określonej pracy. Przepisy tego wprost nie zabraniają, ale pracownik może zaskarżyć takie postępowanie do sądu, jako obchodzenie ustawy antykryzysowej.
Kwestie umów na czas określony i ich interpretacji często podejmował Sąd Najwyższy. W 2005 i 2007 roku uznał on za niedopuszczalne zawieranie wieloletnich umów o pracę na czas określony z zastrzeżeniem 2-tygodniowego wypowiedzenia, jeżeli ma to służyć tylko i wyłącznie zapewnieniu pracodawcy możliwości szybkiego i bezproblemowego rozwiązania umowy. SN stwierdził, że w takim przypadku ma zastosowanie art. 8 Kodeksu Pracy w myśl którego postanowienia umowy dotyczące czasu jej trwania mogą zostać uznane za niezgodne z zasadami współżycia społecznego oraz społeczno-gospodarczym przeznaczeniem prawa i taka umowa musi być uznana za umowę o pracę na czas nieokreślony. Wyjątkiem od tej zasady jest sytuacja, gdy umowa rzeczywiście dotyczy wykonania określonej pracy w oznaczonym czasie (nawet do 12 lat) lub występują inne przyczyny nie naruszające interesu społecznego obu stron stosunku pracy, ale w tym przypadku dotyczy to pracodawców wobec których nie ma zastosowania przepisów ustawy antykryzysowej.
Mimo wszystko warto sprawdzić czy wieloletnia umowa o pracę na czas określony, nawet bez możliwości jej wcześniejszego wypowiedzenia przez pracodawcę rzeczywiście spełnia wymogi prawne tego typu umów, czy też jest próbą obejścia prawa przez pracodawcę. W przypadku wątpliwości warto zasięgnąć porady prawnej w Państwowej Inspekcji Pracy, a w konsekwencji złamania przepisów domagać się swoich praw przed Sądem Pracy.
Krzysztof Miśkiewicz
Źródło: http://krzysztof-miskiewicz.blog.onet.pl/2,ID420827524,index.html


